XV. 10- letnia posługa ks. Prałata Kazimierza Dziedziaka

jako Proboszcza Parafii Zbąszynek w latach 1987- 1997

 

Po odejściu Ks. Prałata Józefa Ferensowicza na zasłużony odpoczynek obowiązki Proboszcza Parafii z dniem 25 czerwca 1987 r. powierzono Ks. Prałatowi Kazimierzowi Dziedziakowi, profesorowi Wyższego Seminarium Duchownego w Paradyżu.

Ks. Biskup Paweł Socha w następujący sposób opisuje sylwetkę naszego nowego Proboszcza „… Ks. Kazimierz Dziedziak urodził się 15 lutego 1935 r. w Siolkowej pow. Nowy Sącz, w parafii Grybów. Był synem Piotra i Agnieszki z domu Gołyźniak. Ochrzczony został w kościele parafialnym w Grybowie 24 lutego 1935 r. przez ks. Bolesława Gwoździewskiego. Rodzicami chrzestnymi byli Zygmunt Olszewski i Maria Witek. W 1941 r. ojciec umarł na gruźlicę. W tym też roku zaczął uczęszczać do szkoły podstawowej w Grybowie. Pierwszą Komunię św. przyjął w kościele w Grybowie w 1943 r. W 1946 r. umarła matka na raka. Po śmierci matki opiekę nad dziećmi objęła siostra matki, ciocia Konstancja Gołyżniak. Sakrament bierzmowania otrzymał 13 kwietnia 1947 r. w Grybowie z rąk ks. bp. Karola Pękali.

W 1948 r. ukończył szkołę podstawową i wstąpił do Niższego Seminarium Duchownego Księży Jezuitów w Nowym Sączu. Jako seminarzysta uczęszczał do I Państwowego Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcącego w Nowym Sączu. Tam ukończył IX klasę. W 1950 r. opuścił Małe Seminarium w Nowym Sączu i powrócił do Grybowa, gdzie kontynuował uczęszczanie do szkoły średniej. W 1952 r. złożył egzamin dojrzałości w Nowym Sączu i wstąpił do Seminarium Duchownego w Gościkowie- Paradyżu.

Prośbę o przyjęcie do Seminarium Duchownego w Gorzowie Wlkp złożył pismem
z 5 sierpnia 1952 r. Po złożeniu wymaganych dokumentów i rozmowie z rektorem został przyjęty do Gorzowskiego Wyższego Seminarium Duchownego.

Opinia rektora i grona pedagogicznego z 12 marca 1956 r. o dopuszczeniu do tonsury i niższych święceń informuje, że chorował przez kilka miesięcy na płuca. W kwietniu 1956 r. otrzymał tonsurę i cztery niższe święcenia z rąk ordynariusza administracji ks. infułata Zygmunta Szelążka.

Opinia przełożonych ze stycznia 1957 r. jest pozytywna co do duchowego i intelektualnego stanu alumna. Jednak ze względu na stan zdrowia decyzję o dopuszczeniu do święceń pozostawia się wyłącznie biskupowi T. Benschowi. Zgodnie z obowiązującymi wówczas przepisami, przełożeni zaawansowaną chorobę płuc uznali za przeszkodę do wyższych święceń. Przeprowadzone badania wykazały jednak, że choroba jest zaleczona i alumn Kazimierz może być dopuszczony do święceń.

W styczniu 1957 r. otrzymał święcenia subdiakonatu z rąk ks. bp. Edmunda Nowickiego, a 26 maja 1957 r. otrzymał święcenia diakonatu z rąk bp Teodora Benscha. Na święcenia kapłańskie musiał poczekać jeszcze rok z powodu młodego wieku. Dekretem ks. Prymasa kard. Stefana. Wyszyńskiego otrzymał dyspensę od kanonicznego wieku do święceń pismem z dnia 14 kwietnia 1958 r. Święcenia kapłańskie otrzymał dnia 22 czerwca 1958 r. z rąk ks. bp. Lucjana Bernackiego.

Dekretem z dnia 10 lipca 1958 r. otrzymał nominację na wikariusza współpracownika w parafii p.w. św. Anny i św. Mikołaja w Krajence z obowiązkiem objęcia obowiązków 15 lipca 1958 r.

Odnowiły się problemy ze zdrowiem i dlatego już w grudniu został przeniesiony do parafii p.w. św. Krzyża w Otyniu, pismem z 23 grudnia 1958 r. W liście z dnia 4 lutego 1959 r. informuje ks. biskupa z Grybowa, że przebywa na leczeniu i prosi o przedłużenie pobytu na leczeniu. Takie przedłużenie otrzymał. Pracę duszpasterską podjął dopiero pod koniec lutego.

Trudności z prowadzeniem normalnej pracy duszpasterskiej spowodowały, że postanowił podjąć dalsze studia. Dlatego w liście z 15 lutego 1959 r. prosił ks. bp. Wilhelma Plutę o zezwolenie na studia specjalistyczne w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Były to jednak czasy ogromnego braku kapłanów w duszpasterstwie na wielkim obszarze ówczesnej administracji gorzowskiej. Dlatego w liście z 28 lutego 1959 r. ks. biskup wyjaśnił, że nie może wysłać ks. Kazimierza na studia z powodu braku księży do pracy duszpasterskiej. Pozostał więc w pracy duszpasterskiej w Otyniu.

Po trzech latach gorliwej pracy duszpasterskiej, mimo trudności zdrowotnych, sprawiły, że ks. bp Wilhelm Pluta postanowił wysłać ks. Kazimierza Dziedziaka na studia zagraniczne. Dlatego skierował prośbę do ks. Prymasa Stefana Wyszyńskiego o przyznanie stypendium na studia specjalistyczne w Paryżu dla ks. Kazimierza Dziedziaka. Listem z dnia 11 sierpnia 1962 r. skierowano prośbę o wyrażenie zgody ze strony Urzędu ds. Wyznań na wyjazd na studia specjalistyczne do Paryża. Mimo zgody ks. Prymasa, wyjazd na studia do Paryża nie doszedł do skutku z powodu odmowy ze strony władz państwowych. Ks. Biskup nie cofnął decyzji i pismem z dnia 6 września 1962 r. ks. Kazimierz Dziedziak został skierowany na studia na Wydziale Filozofii w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Dekretem z dnia 23 września został zwolniony z obowiązków wikariusza w parafii Otyń.

Po dwóch latach powróciła sprawa skierowania na studia do Francji. Mimo pism z Sekretariatu Prymasa, ks. Kazimierz Dziedziak nie otrzymał paszportu i nie mógł się udać do Francji. W 1966 r. po raz trzeci podjęto starania o wyjazd na studia do Francji i tym razem nie udało się załatwić paszportu.

Egzamin magisterski z filozofii zdał w 1968 r. u ks. prof. Krąpca. Ks. profesor napisał list do bp. W. Pluty 25 czerwca 1968 r. prosząc o umożliwienie kontynuowania studiów doktoranckich. Pismem z dnia 27 sierpnia 1968 r. ks. Kazimierz Dziedziak otrzymał przedłużenie studiów na dwa lata celem ukończenia kursu doktoranckiego i napisania pracy doktorskiej. Niestety, ciągle kłopoty ze zdrowiem i inne trudności sprawiły, że mimo przedłużenia czasu studiów jeszcze o jeden rok, pracy doktorskiej nie ukończył.

Ks. Biskup postanowił odwołać ks. Kazimierza ze studiów i dekretem z 21 czerwca 1971 r. ks. Kazimierz został skierowany do parafii p.w. Najświętszego Zbawiciela w Zielonej Górze w charakterze wikariusza współpracownika z obowiązkiem objęcia obowiązków z dniem l września tegoż roku.

W tym czasie usiłuje kontynuować pracę doktorską, ale ciągłe nawroty choroby, a przy tym zaangażowanie w posługi duszpasterskie utrudniają kontynuację pracy naukowej. Szeroko o trudnościach swoich relacjonuje w liście skierowanym do bp W. Pluty z 11 marca 1978 r.

Dekretem z 14 września 1978 r. został zwolniony z obowiązków wikariusza parafii p.w. Najświętszego Zbawiciela w Zielonej Górze i mianowany prefektem Diecezjalnego Seminarium Duchownego w Gościkowie- Paradyżu. Równocześnie bp. W. Pluta skierował do ks. Kazimierza odrębny list, w którym poleca „… nadal pracować na tezą doktorską, o ile zdrowie na to pozwala. Uprawniam Czcigodnego Księdza Magistra do comiesięcznej konsultacji z profesorem KUL, potrzebnej do wykończenia pracy doktorskiej... Równocześnie dla dobra osobistego Drogiego Księdza Magistra i dla dobra zdobycia doktoratu - zakazuję Czcigodnemu Księdzu Magistrowi wszelkiej pomocy duszpasterskiej w diecezji gorzowskiej lub poza nią. Wiem bowiem, że Czcigodny Ksiądz Magister będzie proszony o tę pomoc duszpasterską i z dobroci swego serca będzie chciał księżom pomagać. Muszę jednak bronić i zdrowia i doktoratu Czcigodnego Księdza Magistra, -więc ten zakaz wydaję, aby zawsze mógł się na mnie powoływać...”.

Pełnienie funkcji prefekta wymagało, by oprócz zajęć wychowawczych prowadził także wykłady. Dlatego dekretem z 2 marca 1981 r. ks. mgr Kazimierz Dziedziak otrzymał nominację na wykładowcę filozofii chrześcijańskiej w Wyższym Seminarium Duchownym w Gościkowie- Paradyżu.

Listem z 22 czerwca 1983 r. ks. bp. W. Pluta złożył życzenia ks. Jubilatowi Kazimierzowi, który świętował 25- lecie święceń kapłańskich.

Gorliwą pracą duszpasterską, a także wielkim zaangażowaniem w pracę wychowawczą w Seminarium ks. Kazimierz zyskał sobie dobrą opinię i dlatego dekretem z dnia 28 listopada 1984 r. mianowany kapelanem honorowym Ojca Świętego i od tego czasu przysługuje ks. Kazimierzowi Dziedziakowi tytuł prałata.

Mimo zaangażowania w pracę wychowawczą w seminarium, ks. prał. Kazimierz ciągle tęsknił za pracą duszpasterską. Ks. bp Józef Michalik wyraził zgodę na zaangażowanie się w pracę duszpasterską. Dlatego dekretem z dnia 25 czerwca 1987 r. został zwolniony z funkcji prefekta w Seminarium Duchownym w Paradyżu i mianowany tymczasowym zarządcą (administratorem) parafii p.w. Macierzyństwa Najświętszej Maryi Panny w Zbąszynku. Ponieważ Urząd ds. Wyznań nie wyraził sprzeciwu wobec propozycji mianowania ks. Kazimierza Dziedziaka proboszczem w Zbąszynku, ks. Biskup mianował go proboszczem tejże parafii pismem z 17 września 1987 r. …” [1]

Jasełka, styczeń 1988

fot. Elżbieta Dyńkowska

W tym miejscu należy z przykrością odnotować fakt, że z okresu pracy w parafii ks. Prałata Kazimierza Dziedziaka nie zachowała się żadna kronika, nie ma żadnych konkretnych zapisów z twórczej działalności ks. Proboszcza i jego współpracowników, szczególnie na polu duchowym. Zmuszony byłem skorzystać z własnych zapisków, a przede wszystkim z rozmów z parafianami, którzy dzielili się wspomnieniami z tego okresu. Sądzę, że i tak nie wszystko będzie ujęte, jest to niemożliwe, by dotrzeć do wszystkich wydarzeń. Starałem się napisać tyle, na ile było to możliwe.

W styczniu 1988 r. ks. Grzegorz Białobłocki wraz ze s. Gabrielą przygotowali wspaniałe Jasełka, w których licznie występowała młodzież i dzieci. Jasełka zostały zaprezentowane wszystkim parafianom w świątyni parafialnej. Przyjęto je z wielkim aplauzem i uznaniem dla grających i przygotowujących pokaz.

05 czerwca 1988 r.- kolejne wielkie wydarzenie w historii naszej parafii. Pan powołał do pracy w swojej winnicy kolejnego robotnika, trzeciego już z kolei w krótkim czasie, w naszej parafii. Tego dnia w Katedrze Gorzowskiej z rąk Ordynariusza Diecezji ks. Biskupa Józefa Michalika święcenia kapłańskie otrzymał ks. Jacek Woźny.

Ks. Jacek Woźny po zdaniu matury w 1980 r. podjął dalszą naukę w Wyższej Szkole Plastycznej w Poznaniu. Po dwóch latach pobytu na uczelni na jego żądanie skreślono go z listy studentów, by 01 października 1982 r. rozpocząć naukę w Wyższym Seminarium Duchownym w Paradyżu. Mszę św. Prymicyjną ks. Jacek Woźny odprawił w swojej parafii w kościele pw. Macierzyństwa NMP w dniu 12 czerwca 1988 r. W domu ks. prymicjanta rodzice Zofia i Franciszek Woźni udzielili synowi rodzicielskiego błogosławieństwa na jego dalszą, nową drogę życia. Z domu rodzinnego księdza przy ul Wojska Polskiego uformowała się procesja, która przeszła do świątyni parafialnej. Podczas Mszy św. homilię wygłosił ks. Mirosław Gass, były wikariusz naszej parafii, któremu w dużym stopniu formację duchową i oazową zawdzięcza ks. Jacek Woźny. Ks. Jacek pracował w kilku parafiach w naszej diecezji: w Pszczewie, Gorzowie, Żarach i Żaganiu, a po otrzymaniu zgody w 2003 r., wyjechał na misje do Stanów Zjednoczonych. Od stycznia 2003 r. został wikariuszem w polskiej parafii pw. Św. Stanisława Kostki Nowym Jorku, a od sierpnia 2005 r. został przeniesiony do parafii amerykańskiej pw. Św. Anny- także w Nowym Jorku.

12. VI. 1988 ks. J. Ferensowicz i ks. K. Dziedziak podczas Mszy prymicyjnej ks. Jacka Woźnego

fot. Władysława Piotr

 Msza prymicyjna ks. Jacka Woźnego 12.06.1988 

fot. Władysława Piotr

Czerwiec 1989 r. to wielkie, zasadnicze zmiany ustrojowe w naszym kraju. Po 44 latach narzuconego, totalitarnego systemu w naszym kraju, w wyniku demokratycznych wyborów, zostaje obalony ustrój komunistyczny. Nasza Ojczyzna, mocą wołań o łaskę Ducha Św. przez Jana Pawła II na Placu Zwycięstwa w Warszawie w 1979 r podczas pamiętnej I Pielgrzymki, uzyskuje upragnioną wolność. Powstaje pierwszy po wojnie demokratyczny, niekomunistyczny rząd z premierem Tadeuszem Mazowieckim na czele.

Po odejściu wikariusza ks. Grzegorza Białobłockiego, który, w związku ze zmianami na stanowisku proboszczów, pełnił tę posługę w naszej parafii przez cztery lata, obowiązki duszpasterza obejmuje w sierpniu 1989 r. nowo wyświęcony kapłan z Głogowa ks. Piotr Pieniężny.

Jesienią 1989 r. pod patronatem ks. Proboszcza Kazimierza Dziedziaka zostały zorganizowane przez ks. Piotra Pieniężnego oraz grupę parafian m.in. Marka i Aldonę Budniak, Lucynę i Tadeusza Sierżantów oraz Edmunda Szulca Dni Kultury Chrześcijańskiej. W celu wygłoszenia konferencji zaproszono m.in. dr nauk socjologicznych Grażynę Filipiak z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, która w kościele opowiedziała zebranym parafianom o swoim pobycie i wydarzeniach w Medjugorje w Bośni i Hercegowinie związanych z objawieniami Matki Bożej. Ewa Najwer poetka z Poznania mówiła o roli poezji w jej życiu, a także dzieliła się swoimi wspomnieniami z pobytu na Syberii, gdzie była wywieziona ze Stanisławowa, gdy mieszkała na Kresach Wschodnich. Parafia gościła także senatora RP z naszego okręgu wyborczego Waleriana Piotrkowskiego, który omawiał problemy z zakresu planowania rodziny.

I Parafialna Piesza Pielgrzymka do Rokitna, czerwiec 1990

fot. Irena Szlegiel

W czerwcu 1990 r. odbyła się I Piesza Parafialna Pielgrzymka do Rokitna, do naszego Diecezjalnego Sanktuarium Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej. Organizatorami pieszej pielgrzymki byli ks. Piotr Pieniężny, Eugenia Angierska, Marek Budniak i Edmund Szulc. Wzięło w niej udział 88 osób.

Pielgrzymka wyruszyła ze Zbąszynka, przez Dąbrówkę, Rogoziniec, Chociszewo, Lutol Suchy, Bukowiec i Żółwin, w którym pielgrzymi po trudach przejścia w pierwszym dniu, nocowali w domach i w stodołach u gospodarzy. Mieszkańcy Żółwina z wielką radością gościli u siebie pielgrzymów, dzieląc się z nimi także swoim jedzeniem.

Drugiego dnia rano około godz. 10,00 przed popołudniem, pątnicy zmęczeni, ale jakże szczęśliwi, dotarli do Rokitna. Z wielką radością u wejścia do Sanktuarium pielgrzymów witał Kustosz Sanktuarium ks. Tadeusz Kondracki. Ks. Piotr Pieniężny odprawił uroczystą Mszę św. w intencji naszej parafii i wszystkich parafian oraz dziękował Matce Bożej Rokitniańskiej za dar pieszego do Niej pielgrzymowania. Po Mszy św. pielgrzymi udali się autobusem do Zbąszynka.

Tym sposobem zrodziła się tradycja corocznego pieszego pielgrzymowania naszych parafian do Rokitna. Pielgrzymki odbywają się do dnia dzisiejszego.

1 września 1990 r. po 30 latach nieobecności w kraju, w tym i naszej parafii, powróciła nauka religii do zbąszyneckich szkół. W Zespole Szkół Zawodowych PKP naukę religii nauczał ks. Piotr Pieniężny, a w Szkole Podstawowej s. Wanda Lisowska, mgr Halina Grina i mgr Elżbieta Krzywak, a w przedszkolu obowiązków tych podjęła się Stanisława Towarzyńska.

Z dniem 01 grudnia 1990 r., mocą Dekretu Biskupa Gorzowskiego Józefa Michalika, następują również zmiany granic naszej parafii. Do naszej parafii zostaje dołączona wieś Chlastawa z jej przepięknym drewnianym kościółkiem pw. Narodzenia NMP. Oto pełny tekst Dekretu: „8 ZMIANA GRANIC PARAFII KOSIECZYN I ZBĄSZYNEK, Biskup Gorzowski Znak: L 1-12/90 DEKRET Mając na uwadze racje duszpastersko-administracyjne Diecezji Gorzowskiej, szczególnie dobro duszpasterskie wiernych zamieszkujących miejscowość Chlastawa, po wysłuchaniu opinii oraz stanowiska Rady Kapłańskiej, z dniem 1 grudnia 1990 r.– na mocy kan. 515 K.P.K. – dokonujemy zmiany granic parafii Kosieczyn i Zbąszynek.

 Wyłączamy z parafii Kosieczyn miejscowość Chlastawę i przyłączamy ją do parafii Zbąszynek z wszelkimi skutkami prawnymi.

 Z tym dniem Ks. Proboszcz Parafii Zbąszynek, po trzyletniej tymczasowej obsłudze, przejmuje powyższą miejscowość pod swoją opieką duszpasterską i administracyjną z pełnymi prawami proboszcza.

 Tekst niniejszego dekretu należy opublikować w obu parafiach przez odczytanie go z ambony w najbliższą niedzielę po otrzymaniu oraz przez wywieszenie na tablicy ogłoszeń przez okres jednego miesiąca.

Dan w Gorzowie Wlkp., w Uroczystość Chrystusa Króla,

Dnia 25 listopada 1990 R.P.

Ks. Mieczysław Marszalik                                                                     †Józef Michalik

      Kanclerz Kurii                                                                               Biskup Gorzowski

 

 

 W dniach od 27 grudnia 1990 r. do 03 stycznia 1991 r. odbył się w czeskiej Pradze Światowy Dzień Młodzieży (Taize). W tych dniach na spotkanie z młodzieżą ze świata wyjechała także grupa pielgrzymów z naszej parafii, której opiekunem był wikariusz ks. Piotr Pieniężny. Uczestniczka spotkania Małgorzata Kojat tak wspomina tamto spotkanie: „(…)

      

Uczestnicy Światowego Dnia Młodzieży na ulicach Pragi.

fot. Małgorzata Kojat

Uczestnicy: Magdalena Budych, Lucyna Żurek, Danuta Śpiewak, Sławek Wrembel, Barbara Zaremba, Małgorzata Kojat i inni. Wybraliśmy grupę śpiewu, prócz niej były: grupa milczenia, grupa porządkowa. Dopiero na miejscu dowiedzieliśmy się, gdzie będziemy mieszkać. Lucyna Żurek, Lucyna Jankowiak, Dariusz Olczyk, i inni mieszkali niedaleko Pragi. My mieszkaliśmy w Pradze. Przyjmowano pielgrzymów do domów rodzinnych. Nam jednak w udziale przypadła szkoła (Danuta Śpiewak, Małgorzata Kojat, Barbara Zaremba, i...(?) To nic, że warunki były spartańskie ( kawałek podłogi, karimaty, śpiwory), posiłki pod chmurką ( ciepłe zupy, albo fasolka po bretońsku w puszce). Staliśmy w kolejkach po chleb, owoce, ciastka. Najważniejsze było to, że jesteśmy razem. Młodzież z różnych zakątków świata w jednej chwili mogła się spotkać, by modlić się, śpiewać kanony. Niecodzienne Msze święte były odprawiane w kilku językach. Czytano fragmenty listu Brata Roger ( nie mógł być w kilku miejscach jednocześnie). Te spotkania to nie tylko modlitwa, ale także możliwość zawierania nowych znajomości, podszlifowania języka. Wspólne i niecodzienne przywitanie Nowego Roku. O godzinie 24 w Sylwestra ks. Piotr Pieniężny odprawił Mszę św. w języku włoskim. Credo każdy z nas odmawiał w swoim własnym języku, wspólnie brzmiało Amen, było jak na wieży Babel. Nowy Rok przywitaliśmy sokiem pomarańczowym, bawiliśmy się do białego rana. Pamiętam, spotkanie z Bratem Roger. To było coś niesamowitego. Do dzisiaj mam przed oczami moment, kiedy siedząc na balkonie w jakiejś sali gimnastycznej dojrzałam stojącego na dole Brata Rogera` a wokół niego tłum młodzieży. Zbiegłam natychmiast na dół, pokonując po drodze wiele przeszkód. Kiedy stanęłam wreszcie przed Bratem w oczekiwaniu na błogosławieństwo, nic nie trzeba było mówić. Taki spokój emanował od Brata Roger...To jest trudne do opisania. Naszą modlitwą było również zwiedzanie miasta: Hradczany, Most Karola– istne szaleństwo, można było kupić mydło i powidło m.in. mundury żołnierzy radzieckich. W czasie spaceru po Pradze spotkaliśmy Mnicha Koptyjskiego.

Któregoś dnia byliśmy gośćmi Starszej Pani (Czeszki), zjedliśmy niecodzienny obiad- wołowinę z żurawinami i bitą śmietaną. Śpiewaliśmy kanony i słuchaliśmy opowieści, a także oglądaliśmy zdjęcia. Będąc w Pradze spotykaliśmy obcokrajowców wierzących i niewierzących. Wszystkich łączyło jedno: chęć spotkania, wspólnego śpiewu kanonów, rozważania o Bogu, a przy okazji chęć poznania innego kraju, nowych kultur. Często i ateiści zmieniali z nami zdanie. Poznałam Hindusa, który przeszedł na katolicyzm. Hilary Gregory pochodzi ze Sri Lanki, przeprowadził się z rodzicami i rodzeństwem do Francji. Mieszkają w Nevers. W Sri Lance była ogromna bieda. Kiedy z nim rozmawiałam, dowiedziałam się, że jest w seminarium na 4 roku. Powiedział, że zaprosi nas na swoje święcenia kapłańskie.

Oczywiście, nie potraktowałam tego zaproszenia, poważnie z tej prostej przyczyny, że myślałam, iż po dwóch latach Hilary zwyczajnie nie będzie pamiętał o moim istnieniu. Jakże się myliłam. Pewnego pięknego dnia, ku mojemu miłemu zaskoczeniu kolega Jacek Zawadzki przybiegł z zaproszeniem na Święcenia. Do końca nie dowierzał, czy na pewno pojedziemy. Pieczołowicie przygotowywaliśmy się do wyjazdu. Namalowałam obraz (wizerunek Jezusa), który musiałam poddać prześwietleniu (sprawdzano, czy nie zamalowałam jakiegoś cennego dzieła). Sprawdziłam różne rozwiązania dojazdu. Najlepiej pasował autokar, którym pojechaliśmy do Paryża. Nim dotarliśmy na miejsce przeżyliśmy wiele przygód. Jadąc szybkim pociągiem z lotniczymi siedzeniami z Paryża do Nevers „wylądowaliśmy” w Lyonie. Na dworcu w Nevers pytając o drogę, starsza Pani, która miała takie samo zaproszenie jak my, usiłowała nam wytłumaczyć, jak tam dotrzeć. Pozornie trudno sobie wyobrazić, jak mogłyśmy się dogadać bez znajomości języka. Ja rozmawiałam po angielsku, nie znałam natomiast języka francuskiego, a Nieznajoma ni w ząb angielskiego. Po intonacji Uu la- uuu lala– wiadomo było, o co chodzi. Krótkie rozpoznanie na mapie miasta i w drogę. Każdy z nas był objuczony, jak wielbłąd– doszły nam jeszcze bagaże nieznajomej. Po kilku godzinach szczęśliwie dotarliśmy na miejsce. Niestety, to był kres drogi naszej Nieznajomej– zakon sióstr. Okazało się, że my byliśmy potraktowani jak „goście specjalni”, zamieszkaliśmy u rodziców Hilarego, na drugim końcu miasta, gdzie dotarliśmy taksówką.

Przyjęcie było iście królewskie, witali się z nami tak serdecznie, jak byśmy się znali od lat. Trwało to kilka godzin (ciągle przyjeżdżał ktoś nowy). Hilary ma liczną rodzinę: pięciu braci i dwie siostry i mnóstwo przyjaciół. Byliśmy traktowani jak członkowie rodziny. Po przyjęciu święceń rozpoczęła się „lawina” uroczystości. Przyjęcie „pod chmurką” dla mieszkańców miasta (muzyka, szwedzki stół). Kolacja dla Biskupa. Przyjęcie dla rodziny i przyjaciół. Komunia siostrzenicy i uroczystości z Nią związane. Zwiedzanie Paryża, Chapel, Taize. Euro- Disneyland. W Chapel byliśmy u przyjaciółki rodziny i  w muzeum prezentów Mitterranda. Byliśmy na Mszy odprawianej przez Hilarego w domu opieki. Hilary, Jacek i Ja odwiedziliśmy 91 letnią wówczas Polkę (w domu opieki). Pani ta mieszkała we Francji 71 lat. Mimo tego, że nie bardzo mogła rozmawiać w języku polskim (mąż był Francuzem), nie miała obcego akcentu. Przybyli inni mieszkańcy tego domu m.in. Słowak Jak, zaśpiewaliśmy Boże coś Polskę, wszyscy ze wzruszenia płakali. Kobieta, którą odwiedziliśmy, przekazała mi swoje cenne pamiątki, które stały się cenne również dla mnie. Odwiedziliśmy również siostry bezhabitowe. Były to siostry różnych narodowości (Polka, Czeszka, Włoszka). Nie mogłam się oprzeć i przymierzyłam sari, chyba wyglądała, jak One- Siostry i kuzynki Hilarego, ponieważ, kiedy wrócił do domu, przywitał się ze mną jak z kolejnym gościem. Dopiero, kiedy zrobiła się dziwna cisza, poznał mnie. Dzięki temu zaproszeniu przeżyliśmy niezapomniane chwile.”

 

W dniach od 14 -15 sierpnia 1991r. odbył się w Częstochowie Światowy Dzień Młodzieży pod hasłem „Otrzymaliście Ducha przybrania za synów”. Na spotkanie z Ojcem Św. Janem Pawłem II przybyła młodzież z całego świata. Uczestniczyła tam także grupa młodzieży z naszej parafii. Małgorzata Kojat tak wspomina to spotkanie: „(…) Do Częstochowy jechaliśmy bez opiekuna duchowego. Uczestnicy: Magdalena Budych, Lucyna Żurek, Danuta Śpiewak, Sławek Wrembel, Małgorzata Kojat, Maciej Sidorenko, Lucyna Kusior, Wioleta Wachocz, Renata Piskorz, Łukasz Łuka i inni. Gdy dotarliśmy do Częstochowy, okazało się, że nigdzie nie ma już wolnych miejsc noclegowych. Rozbiliśmy namiot na polu, u Cioci Sławka Wrembla w Mokrej niedaleko Częstochowy. Mii. Wystarczył nam „szwedzki stół”, każdy dorzucił coś, co przywiózł ze sobą. Z niecierpliwością czekaliśmy na spotkanie z Papieżem. Doeliśmy trochę wolnego czasu na drobne szaleństwa, sesja zdjęciowa na starym traktorze, kombajnie. Nie byliśmy wybrednymi pielgrzymam Częstochowy docierały Pielgrzymki piesze, zjeżdżali się również pielgrzymi z Polski i z wielu innych krajów. Wyjechaliśmy trochę wcześniej do Częstochowy, ponieważ chcieliśmy być bliżej głównego ołtarza. W Częstochowie były już tłumy, dlatego postanowiliśmy zostać, rozłożyliśmy nasze śpiwory jeden obok drugiego na trawie przed wałem okalającym Jasną Górę. Chciałam sprawdzić czy nikt nie nadepnie mi na głowę i położyłam kapelusz. Niestety był rozdeptany. W Częstochowie było, jak na wieży Babel, ponieważ słychać było języki różnych narodowości. Wszystkich łączyła chęć spotkania z Papieżem, wspólna modlitwa, każdy chciał dotknąć choćby Jego szat. Nad Częstochową leciały dwa helikoptery ( dla zmylenia przeciwnika), w jednym z nich był Papież. Po tak długim oczekiwaniu pełnym przygód przywitaliśmy Jana Pawła z ogromnym entuzjazmem. Wszyscy z zapartym tchem słuchali tego, co ma do powiedzenia. Kazanie papieskie było przeplatane pieśnią Abba Ojcze (śpiewając wszyscy trzymaliśmy się za ręce). Chociaż wcześniej były niesnaski- pielgrzymi, którzy przyszli do Częstochowy pieszo, uważali, że im należą się lepsze miejsca- teraz wszyscy byliśmy braćmi i siostrami”.

W sierpniu 1991 r. odchodzi z naszej parafii ks. Piotr Pieniężny do Sanktuarium Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej w Rokitnie, a na jego miejsce przychodzi nowo wyświęcony kapłan ks. Andrzej Jędrzejowski.

We wrześniu 1991 r. po odejściu s. Wandy Lisowskiej naukę religii w szkole Podstawowej podejmuje s. Anna od Jezusa Miłosiernego – Elżbieta Młynarczyk.

14 grudnia 1991 r. naszą parafię nawiedził obraz Matki Bożej Częstochowskiej. Kopia tego cudownego obrazu przebywała w świątyni cała dobę. Na to wielkie wydarzenie cała parafia przygotowała się odświętnie, dekorując przepięknie całe miasto flagami państwowymi i maryjnymi. Okna w mieszkaniach parafian udekorowane były wizerunkami Matki Bożej, kwiatami i światełkami. W świątyni zebrały się nieprzebrane tłumy wiernych, które gorąco witały Matkę Bożą. W imieniu wszystkich parafian Matkę Bożą powitał ks. Proboszcz Kazimierz Dziedziak. Następnego dnia obraz pojechał do sąsiedniej parafii do Dąbrówki Wlkp.

Pamiątka z nawiedzenia kopii Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej 14.12.1991r.

fot. Elżbieta Dyńkowska

 Pod koniec roku 1991 r. młodzież z naszej parafii pojechała na spotkanie młodych (Taize) na Węgry- do Budapesztu. Czuwanie modlitewne i powitanie Nowego Roku 1992 odbywało się pod hasłem „Zostań tu i ze mną się módl, razem czuwajmy, razem czuwajmy”.

Opiekunem duchowym był ksiądz kleryk Robert Perłakowski. Małgosia Kojat wspomina tamto spotkanie, w którym także uczestniczyła. „(…) Uczestnicy: Renata Michalak, Danuta Śpiewak, Małgorzata Kojat, Barbara Mazurek, Krzysztof Jundziłł, bracia Wróblewscy, Jacek Zawadzki. Wioletta Wojtyna z bratem, Tomasz Ozdowski, Zofia Konopa, Joanna Goździewicz, Waldemar Trypucki, Irena Basińska, Lucyna Żurek, Lucyna Jankowiak, Magdalena Łukaszewska, Dariusz Olczyk, Renata Piskorz, Elżbieta Łażewska, Ewa Wojciechowska i inni. Tym razem mieszkałyśmy, tzn. Danuta Śpiewak, Renata Michalak, Małgorzata Kojat, Elżbieta Łażewska u przełożonej pielęgniarek i jej syna w Dunakeszi pod Budapesztem w domku jednorodzinnym. To miało swoje dobre i złe strony. Z jednej strony dobre warunki, wyżywienie, możliwość poznania współpracowników Elżbiety, z drugiej natomiast konieczność dojazdów na modlitwy (musiałyśmy dojeżdżać na spotkania). Coś za coś. W Pradze, by spotkać się twarzą w twarz z Bratem Roger, musiałyśmy pokonać mnóstwo przeszkód. W Budapeszcie Brat Roger „wyrósł” nagle przed nami, jak z pod ziemi, w najmniej oczekiwanym momencie. Słowa były zbędne, w milczeniu otrzymałyśmy błogosławieństwo. Wychowanek Brata Roger brał udział w spotkaniach modlitewnych. Przepięknie śpiewał, do dzisiaj słyszę w uszach jego delikatny, a jednocześnie bardzo przejmujący głos. Naprawdę, niewiele nam trzeba było do szczęścia. Wystarczył kawałek podłogi, na której klęczeliśmy albo siedzieliśmy w trakcie rozważań o Bogu (spotkania bowiem odbywały się w szkołach, na salach gimnastycznych). Było pięknie chociażby dlatego, że spotykaliśmy ludzi z całego świata na kolejnych Światowych Dniach Młodzieży.

Nowy Rok przywitałyśmy sokiem winogronowym i zimnymi ogniami, zabawa nie była taka udana jak w Pradze (przeważali Niemcy i Austriacy, którzy nie bawią się tak spontanicznie). Elżbieta zaprosiła nas do szpitala, w którym pracowała. Była przełożoną pielęgniarek. Tak więc z przyjemnością zwiedziłyśmy szpital i laboratorium. Poznałyśmy nowe rozwiązania. Ubrane w białe fartuchy czułyśmy się, jak byśmy były jakimiś ważnymi osobistościami albo kimś z sanepidu. Również wygospodarowałyśmy, (co wcale nie było takie proste) trochę wolnego czasu na zwiedzanie. Byłyśmy w budapeszteńskim Parlamencie (a raczej przed nim), było zamknięte na dziesięć spustów. Parlament był chroniony przez żołnierzy.”

 

Młodzież wyjeżdżająca na Spotkanie Młodych(Taize) do Budapesztu na Węgry XII.1991 r.

 fot. Małgorzata Kojat

czytaj dalej>>>>


 

[1] ECCLESIASTICA, Pismo Urzędowe Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej, Rok XV(LVIII), styczeń-marzec, 2005/1 Nr 1-3, s.73-76

 

  Strona Główna
  Powrót <<
statystyka